Marzenie każdego nauczyciela języka polskiego wygląda podobnie: wchodzisz do klasy, rzucasz jedno prowokacyjne pytanie dotyczące lektury, a w sali wybucha żarliwa dyskusja. Rzeczywistość zazwyczaj wygląda inaczej: uczniowie wpatrzeni w blat ławki i cisza. Często w nauczycielach włącza się odruch ratunkowy. Żeby lekcja w ogóle się odbyła, nauczyciel wchodzi w rolę teatru jednego aktora. Opowiada fabułę, tłumaczy motywy, cytuje z pamięci. Efekt? Uczniowie szybko łapią schemat: Po co mam czytać 300 stron, skoro na lekcji dostanę gotowe streszczenie w 45 minut? Błędne koło się zamyka. Jak z niego wyjść? Zmień pytania – z „co?” na „dlaczego?” Tradycyjne kartkówki z treści (do tej pory pamiętam pytanie ze znajomości lektury „Ojciec Goriot”: Jakiego koloru była suknia Delfiny? Książkę przeczytałam w dwa wieczory, a ze znajomości treści otrzymałam ocenę niedostateczną) promują wyłącznie szybkie czytanie streszczeń na pięć minut przed dzwonkiem. Nie pytaj o fabułę, stawiaj na dylematy moralne i...